sobota, 30 listopada 2013

Nowe perypetie dziwaka

Odnosząc się do poprzedniego wpisu, zanim zapomnę. Tak, teraz "kimś" jestem, mam dosyć wysoką/uważaną/interesującą pozycję społeczną, tyle, że prawdopodobnie już się do niej przyzwyczaiłem i chcę czegoś więcej. Czego? Otóż tego samego co na początku, tylko może bardziej hmmm... stonowanego - miłości. O Batmance nie chcę mi się pisać, raczej rozdział zamknięty, może kiedyś tak sobie się prześpimy, nic więcej. AG? Żeniłbym się. Żartuje oczywiście. Ale jest jedną z niewielu osób, z która mógłbym mieć poważny związek, ale niestety na przeszkodzie stoi mi jej 7 letni związek z jakimś tam małomiasteczkowcem (swoją drogą sam mogę taki być z czyjejś perspektywy...). Niestety jestem zablokowany na tym polu do czasu, aż ich związek się rozpadnie, co może być możliwe. No bo ile związku zawartych w gimnazjum przetrwało 7 lat? Heh. No nic, czekanie, bycie miłym etc. Aj... zapomniałem o pannie ze śląska i koncercie. Otóż nic z tego poważnego nie wyszło, byliśmy na koncercie, nawet spaliśmy w jednym łóżku (bez stosunku niestety). Ją interesowała czysta przyjaźń - nie dziękuje, pierdole takie coś. No nic, zapomnieć i jechać dalej. Od czerwca do sierpnia praktycznie nie miałem kobiety poza paroma razy z dziwkami. Ale to nie to samo, zdecydowanie nie. We wrześniu nastąpił przełom i byłem w prawdziwym* związku do listopada br. Eh... Marta. Jedno jest pewne - dobrze nam się pieprzyło razem. Lubię to gdy, jestem w stanie dać kobiecie orgazm, naprawdę. A teraz gwiazdka * - to ja myślałem, że to jest coś poważnego, jednak w międzyczasie okazało się, że to zwykła seksualna przygoda, może taki sztuczny związek, coś tam było, ale bardziej z mojej strony podobno. No cóż, ale to ja zerwałem oficjalnie, a nieoficjalnie to prędzej czy później to ja bym był rzucony, więc wolałem być "tym złym", nie być "ofiarą". Zresztą prawdopodobnie raz mnie zdradziła suka, więc... Ciężko, ciężko. Mam jedną przyjaciółkę, do której w sumie kiedyś zarywałem, bardziej dla sportu, kumplowaliśmy się, nie chciałem niczego więcej, jednak wiem, że ona liczy na poważny związek. Zastanawiam się teraz, może lepiej bezpieczny związek, zamiast niedomówień i oszustw. Składa się na to, to, że niedługo po zerwaniu z Martą odnowiłem kontakt z pewną znajomą, z którą nie łączyło mnie praktycznie nic, oprócz tego ze znam ją przez kumpla. Umówiliśmy się, no i doszło do paru rzeczy, ale raczej to ja ją chciałem wykorzystać. Jej się to podobało, bo od początku mówiłem, że nie liczę na związek. Umowa była taka, że gdy ze mną jest to jest ZE MNĄ (np. jednego dnia), ale drugiego każde z nas robi co chce, aż do następnego dnia. Niestety zawiodła mnie ta kurwa i właśnie "naszego dnia", nie że mnie zdradziła, ale dała się poderwać pewnemu fagasowi, o czym nie była mi chętna powiedzieć, a przecież kurwa, nie jesteśmy w związku i gdybym od razu się o tym dowiedział, to bym ją tylko upomniał, żeby o zasadach nie zapominała. A nie, że się dowiaduję tego od znajomych... Kurwa czemu ja zawsze muszę być robiony w konia. Chcę mieć tylko ładną, uległą i zapatrzoną we mnie kobietę, która mnie nigdy nie zdradzi... ale chyba ze świecą takiej szukać, albo bym musiał brać jakąś niezbyt atrakcyjną. Ale jaki jest sens w zmuszaniu się do tego? KURWA. Chcę być tylko szczęśliwy, TYLKO! Myśli o samobójstwie wracają, może nie takie dramatyczne, ale po prostu tak sobie, gdy znowu ktoś mnie wkurwi, wziąć sznur, powiesić się, ot tak sobie, no bo co, albo wyskoczyć z tego jebanego okna... coraz bardziej mnie to wkurwia. Dziękuję, dobranoc.

niedziela, 5 maja 2013

ZMIANA

Ym... to tak. Trochę minęło od mojego ostatniego wpisu, no z 2,5 roku około. Przez ten czas się zmieniłem. Chyba na plus. Już tak nie jęczę jak baba nad życiem. Jestem pewniejszy siebie i ogólnie nabrałem dystansu do tego wszystkiego, mam czasami chwile słabości, ale w porównaniu do przeszłości jest spoko. Tak w skrócie co się działo przez ten czas. Studia okazały się kompletnym niewypałem z kilku powodów, raz, że małe miasto, także mentalność ludzi specyficzna, dwa, że nie radziłem sobie z Geometrią Wykreślną oraz planem zajęć. Tak, planem zajęć, nie potrafię funkcjonować jak mam ciągle na 7 czy 8 rano, nie mój typ życia. Trzy, że nie podpasowali mi ludzie na roku, ogólnie taka hołota. Trochę poimprezowałem i zwinąłem się po miesiącu do dorywczej pracy. W marcu gdzieś dostałem ofertę już od poważniejszego pracodawcy z poważną pensją :). Kit, że ta praca polegała trochę na manipulacji ludźmi, znieczuliła mnie trochę i dodała pewności siebie, według mnie tego właśnie potrzebowałem. Pracowałem tak do sierpnia, płacili nieźle ale byłem ciągle poza "życiem towarzyskim", po co mi pieniądze skoro nie mam na co ich wydawać? Zapisałem się na studia do większego miasta co okazało się strzałem w 10. Wreszcie trafiłem na kierunek i ludzi, których w miarę jako tako lubię. Ba! Dzięki doświadczeniom z pracy jestem tam "kimś". Teraz nie mogę narzekać na życie towarzyskie czy finanse, jest spoko :). Dziewczyny w prawdzie nie miałem, ale wiem, że mógłbym mieć, bo są "chętne", tyle że jakoś mi nie odpowiadają. No chyba, że mówimy o otwartym związku, to się zdarzało ;). Był pewien kryzys z Panią S., bo tak jakby mnie wykorzystała (jako powinienem się cieszyć, wiem, ale wtedy liczyłem na coś więcej), ale traktuje to jako sukces, bo niezła z niej laska, nie z "mojej ligi", więc chylę sobie czoła :D. Zdarzył się jeden epizod z Panią ze Śląska, która wcześniej gościła na tym blogu ;). W ferie zimowe koniecznie chciałem gdzieś uciec i tak jakoś bez większych planów zorganizowałem sobie wycieczkę do Rybnika. Zupełnie przypadkowo wypadło, że to walentynki, SERIO! Było naprawdę cudowanie, spełniło się jedno z moich marzeń z przeszłości, usłyszałem od kogoś, że mnie kocha. W prawdze oboje byliśmy po spożyciu... no ale parę dni później, chciała o tym wszystkim zapomnieć. Było ciężko, ale przeżyłem. Zresztą odrzucenie to dla mnie chleb powszedni. Minął może miesiąc i teraz jedziemy wspólnie na koncert do stolicy. Wiem, że jest podekscytowana mną i koncertem. Niczego nie oczekuje od niej, no ale kto wie co się wydarzy, ogólnie jest pozytywnie. Martwi mnie trochę moje życie po studiach, po lichych studiach dodajmy, no ale mam nadzieję, że dzięki mojej kreatywności i kombinowaniu sobie poradzę ;).

Niechcący zapomniałem napisać o Batmance (raczej rozdział zamknięty na teraz) i Pani AG (kto wie, kto wie ;)).

W każdym razie jestem teraz szczęśliwszy niż w przeszłości. Pozdro.