środa, 17 sierpnia 2011
Nigdy nie sądziłem...
..., że będę tęsknił za szkołą, która dawniej nienawidziłem, a co najmniej nie lubiłem. W prawdzie pod koniec ostatniej klasy rozważałem nawet celowe niezdanie szkoły, byle tylko pozostać jeszcze w miejscu gdzie wiem co i jak, znam ludzi i jestem "ułożony". No ale ciekawość zwyciężyła. Ale spieprzyłem, nie dostałem się tam gdzie chciałem. Nie wiem jak to będzie wyglądać. Na studia głownie chciałem iść w celu poznania nowych osób i ucieczki od części starych. A teraz kurwa istnieje możliwość, że będę widział te niechciane. Ale wracając do głównego wątku, parę lat temu w życiu bym nie uwierzył, że będę tęsknił za wstawaniem o 6:30, codziennym spóźnianiem się na 1 lekcję, spaniem po 5 godzin i byciem żywym trupem w szkole. Ten stres przed klasówkami, przed konsekwencjami wybryków eh... te czasy już nie wrócą. Gdybym mógł się cofać w czasie, moje życie szkolne uczynił bym bardziej szalone i barwniejsze, ale nie mogę i nie ma w zasadzie co gdybać. Korzystajcie z uroków szkoły ile możecie... bo później jest gorzej, nuda...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz