sobota, 19 lutego 2011

Komplikacje

Ten post bedzie dokonczeniem poprzedniej historii, ale najpierw musze napisac co zauwazylem czytajac sobie mojego 'bloga'. Niektore moje posty, w zasadzie pewnie wiekszosc, sa tak dziecinne, prostolinijne itd, ze masakra. Heh. Czesciowo wine zwale na to, ze niezbyt mi sie chce wysilac przy pisaniu, albo gdy pisze te posty to jestem pod wplywem depresji, gwaltownych emocji i posty sa jakie sa, co nie zmienia faktu, ze jestem idiota...

Dobra to teraz wracajac do glownego watku. To tak poznalem te dziewczyny, ta brzydka wcale nie jest taka brzydka, bardziej przecietna, no ale nie ma tego czegos. Ta ladna, zajebista, mila, sympatyczna, czasami troche glupiutka i latwowierna ale to dodaje jej uroku. Heh. Ta co mi sie podoba nazwijmy A, a ta druga B, jest jeszcze C ich kolezanka, ktora tez przez chwile mi sie podobala, ale nie chce mi sie o tym pisac. To tak. Zaprzyjaznilem sie z ta 3. Wspolne spotkania, spedzanie czasu itd. Streszczajac, A sie podobam, ale nie bedzie ze mna ze wzgledu na B, bo to jej przyjaciolka, oraz glownie ze wzgledu na to, ze nadal teskni za bylym, mowi ze go nadal kocha. Coz po miesiecznym rozstaniu znow sa ze soba. A ja mam zlamane serce... W miedzyczasie oczywiscie musialem sie w niej zakochac, podkreslam zakochac, nie uzywam tego slowa czesto, bo dziewczyny mi sie zawsze podobaja, a w tej sie KOCHAM. Po prostu namieszala mi w glowie tak, ze inne dziewczyny dla mnie nie istnieja, nie potrafie sie na niczym skupic, ciagle o niej mysle. Trwa to juz dobre dwa tygodnie. Takze, wiadomosc "jestem z sewerynem..." spadla na mnie jak cios... nie potrafilem wydusic slowa, gapilem sie jak idiota w przestrzen przez 10 minut. Przy okazji nie potrafilem pochamowac emocji i rozjebalem telefon o ziemie. Musialem sie jakos wyzyc fizycznie. No ale od tej pory minelo kilka dni i jest lepiej. Na szczescie nie widuje jej codziennie bo sa ferie. Izolacja pomaga. Nie wiem co z ta sprawa zrobie, zerwac z nia wszystkie kontakty i zapomniec, czy pielegnowac przyjazn, przyczaic sie i 'zaatakowac'. Najchetniej chcialbym znalezc druga taka...

Tak w ogole to mam ochote sie zabic, czesto o tym rozmyslam, ale nie jestem zdecydowany. Za duzo mam jeszcze chyba do stracenia. No i wolalbym ucieczke w jakies fajne miejsce i rozpoczecie zycia na nowo niz smierc. W ogole to jest tekst na dluzszego posta, ale jak zwykle nie chce mi sie pisac. No coz dobranoc.