Dlaczego tak jest, że jak się jest szczerym w grupie, w stosunku do siebie, jak i częściowo innych to dana grupa nie traktuje Cię poważnie? Co innego, jakbym mówił każdemu co by chciał, a najlepiej każdemu za każdy atak/żart w moją stronę groził... wpierdol dawał.
Zapoznałem tą emo, z kumplami, na początku spoko, ale zaraz potem nagle wszyscy kurwa zaczęli mnie dyskredytować w jej oczach, zwrócili się przeciw mnie. W prawdzie tylko symbolicznie, ale boli... to, że ludzie z którymi się zadajesz, ufasz im, nagle Ci taką manianę odwalają. Jak mam odnieść jakikolwiek sukces towarzyski, gdy na każdym kroku ktoś komu ufam mnie "zabija"?
Druga sprawa, to że jestem trochę "ogrodnika pies, co sam nie weźmie, drugiemu nie da też". Zazdrość to przykra sprawa. Szczerze, mógłbym z nią być, ale tak do końca mi się nie podoba. Nie wiem, może zaryzykuje, żeby się nauczyć jak to jest w związku -> z ciekawości. Trochę takie chamskie wykorzystywanie ludzi. No ale, ja sam nie wiem co mam robić.
Kolejna rzecz; Nie chcę tyle czekać, by zacząć swoją podróż po świecie. Ale kit, zobaczę jak to się żyje na studiach, może trochę grosza odłożę.
Swoją drogą chciałbym polecić dwa utwory:
http://www.youtube.com/watch?v=afT0mXJ49kg - klasyka
http://www.youtube.com/watch?v=PD_beSSbzfs - HH, którego prawie w ogóle nie słucham.
Lubię słuchać je jak mam doła.
piątek, 9 września 2011
Dla ludzi trzeba być chamem
Etykiety:
koledzy,
kumple,
miłość,
przemyślenia,
przyjaźń,
przyszłośc,
studia,
życie
niedziela, 4 września 2011
Wiem, że nic nie wiem
I.
Nie chcę iść na studia, ani do pracy. Nic robić też nie chcę. Nie mam pojęcia co mam w życiu robić, kim być, co wyznawać. Lata lecą, nie chcę być już "taki stary". Strach pomyśleć jak będę miał 30 lat, później 40...
II.
Mały epizod "miłosny". Przemierzając miasto autem, zauważyłem dziewczynę z ciekawym stylem (rock/metal/emo), nie miałem jak zagadać, znalazłem ją później na Facebooku. Pogadaliśmy, okazało się, że nasi rodzice dobrze się znają, jej matka jest nawet chrzestną mojej siostry, a my bawiliśmy się razem w dzieciństwie. W zasadzie nic do niej nie czułem poza ciekawością co tak naprawdę siedzi w głowie ludziom emo. No dobra trochę pociągał mnie jej styl, lubię taki. Umówiliśmy się na spotkanie, było fajnie, chyba jej się spodobałem, albo po prostu lubi mnie jako kolegę. Charakter ma w porządku, wytłumaczyła mi, że emo dzieli się na różne formy i ona należy tylko do "scene", czyli interesuje ją ubieranie się jak emo - styl. Przyznała mi się, że ludzie często się z niej naśmiewają, szkoda mi się jej zrobiło. Dobra, iskier nie było. Nie lecę na nią, ale myślę, że warto będzie się z nią zaprzyjaźnić. Aaa i zapomniałem jestem 4/5 lat starszy :P.
III.
Mam kumpla, który od 2 lat jest w związku na odległość (dla mnie totalna abstrakcja) z Japonką (tak, mieszka w chuj daleko), codziennie gadają na skypie, piszą, etc. Ogólnie przez te kilka lat uzbierał sobie na wyjazd do niej. Na drugi koniec świata. I okazało się, że się kochają, poznał jej rodziców, przyjaciół, Japonię. Wrócił do kraju i postanowił, że ściągnie ją do Polski. Fajne plany, zazdroszczę mu wytrwałości. Btw. on ma tylko 18 lat, a uzbierał min. 4 tysiące złotych (nie należy do bogatych) i sam poleciał do Japonii. Respekt.
III, część druga.
Patrząc tak na jego związek uświadomiłem sobie, że tak naprawdę to ja nikogo jeszcze nie kochałem. Pociągał mnie przede wszystkim wygląd. Chociaż, mimo odległości, 4 lat znajomości nadal czuje coś do Pani, której dedykowałem ten wpis - http://nie-przystosowany.blogspot.com/2010/01/miao-byc-tak-pieknie.html
Nie wiem jak ona to robi, ale dla mnie jest prawie idealną kobietą. Może to głupie ale dla niej mógłbym spróbować zmienić wiarę (dla mnie jest to zaprzeczenie temu w co wierzyłem przez całe życie). Gdyby się okazało, że szczerze mnie kocha, byłbym skłonny rzucić studia, przeprowadzić się, znaleźć w jej okolicach prace. Być z nią.
Ale raczej to niemożliwe, nie jestem jej typem faceta... musiałbym należeć do tych fajnych, wyluzowanych i z 6 pakiem na brzuchu. Eh. Nie wiem, kurwa nie wiem, ostatnio spadło mi libido, czy coś. Na większość mam wyjebane. Apatia chyba.
IV.
Kilka dni temu poczyniłem pewne plany, które wydawały mi się wtedy fajne. Mianowicie, robię 3 letnie studia (inż albo lic), emigruję na 2 lata do Anglii podszkolić się w języku i wypierdalam na Wschód, zwiedzam kraje i gdzieś się osiedlam. Japonia, Korea Południowa, Chiny...
Nie chcę iść na studia, ani do pracy. Nic robić też nie chcę. Nie mam pojęcia co mam w życiu robić, kim być, co wyznawać. Lata lecą, nie chcę być już "taki stary". Strach pomyśleć jak będę miał 30 lat, później 40...
II.
Mały epizod "miłosny". Przemierzając miasto autem, zauważyłem dziewczynę z ciekawym stylem (rock/metal/emo), nie miałem jak zagadać, znalazłem ją później na Facebooku. Pogadaliśmy, okazało się, że nasi rodzice dobrze się znają, jej matka jest nawet chrzestną mojej siostry, a my bawiliśmy się razem w dzieciństwie. W zasadzie nic do niej nie czułem poza ciekawością co tak naprawdę siedzi w głowie ludziom emo. No dobra trochę pociągał mnie jej styl, lubię taki. Umówiliśmy się na spotkanie, było fajnie, chyba jej się spodobałem, albo po prostu lubi mnie jako kolegę. Charakter ma w porządku, wytłumaczyła mi, że emo dzieli się na różne formy i ona należy tylko do "scene", czyli interesuje ją ubieranie się jak emo - styl. Przyznała mi się, że ludzie często się z niej naśmiewają, szkoda mi się jej zrobiło. Dobra, iskier nie było. Nie lecę na nią, ale myślę, że warto będzie się z nią zaprzyjaźnić. Aaa i zapomniałem jestem 4/5 lat starszy :P.
III.
Mam kumpla, który od 2 lat jest w związku na odległość (dla mnie totalna abstrakcja) z Japonką (tak, mieszka w chuj daleko), codziennie gadają na skypie, piszą, etc. Ogólnie przez te kilka lat uzbierał sobie na wyjazd do niej. Na drugi koniec świata. I okazało się, że się kochają, poznał jej rodziców, przyjaciół, Japonię. Wrócił do kraju i postanowił, że ściągnie ją do Polski. Fajne plany, zazdroszczę mu wytrwałości. Btw. on ma tylko 18 lat, a uzbierał min. 4 tysiące złotych (nie należy do bogatych) i sam poleciał do Japonii. Respekt.
III, część druga.
Patrząc tak na jego związek uświadomiłem sobie, że tak naprawdę to ja nikogo jeszcze nie kochałem. Pociągał mnie przede wszystkim wygląd. Chociaż, mimo odległości, 4 lat znajomości nadal czuje coś do Pani, której dedykowałem ten wpis - http://nie-przystosowany.blogspot.com/2010/01/miao-byc-tak-pieknie.html
Nie wiem jak ona to robi, ale dla mnie jest prawie idealną kobietą. Może to głupie ale dla niej mógłbym spróbować zmienić wiarę (dla mnie jest to zaprzeczenie temu w co wierzyłem przez całe życie). Gdyby się okazało, że szczerze mnie kocha, byłbym skłonny rzucić studia, przeprowadzić się, znaleźć w jej okolicach prace. Być z nią.
Ale raczej to niemożliwe, nie jestem jej typem faceta... musiałbym należeć do tych fajnych, wyluzowanych i z 6 pakiem na brzuchu. Eh. Nie wiem, kurwa nie wiem, ostatnio spadło mi libido, czy coś. Na większość mam wyjebane. Apatia chyba.
IV.
Kilka dni temu poczyniłem pewne plany, które wydawały mi się wtedy fajne. Mianowicie, robię 3 letnie studia (inż albo lic), emigruję na 2 lata do Anglii podszkolić się w języku i wypierdalam na Wschód, zwiedzam kraje i gdzieś się osiedlam. Japonia, Korea Południowa, Chiny...
Etykiety:
apatia,
emo,
miłość,
plany,
przemyślenia,
przyszłośc,
studia,
życie
środa, 17 sierpnia 2011
Nigdy nie sądziłem...
..., że będę tęsknił za szkołą, która dawniej nienawidziłem, a co najmniej nie lubiłem. W prawdzie pod koniec ostatniej klasy rozważałem nawet celowe niezdanie szkoły, byle tylko pozostać jeszcze w miejscu gdzie wiem co i jak, znam ludzi i jestem "ułożony". No ale ciekawość zwyciężyła. Ale spieprzyłem, nie dostałem się tam gdzie chciałem. Nie wiem jak to będzie wyglądać. Na studia głownie chciałem iść w celu poznania nowych osób i ucieczki od części starych. A teraz kurwa istnieje możliwość, że będę widział te niechciane. Ale wracając do głównego wątku, parę lat temu w życiu bym nie uwierzył, że będę tęsknił za wstawaniem o 6:30, codziennym spóźnianiem się na 1 lekcję, spaniem po 5 godzin i byciem żywym trupem w szkole. Ten stres przed klasówkami, przed konsekwencjami wybryków eh... te czasy już nie wrócą. Gdybym mógł się cofać w czasie, moje życie szkolne uczynił bym bardziej szalone i barwniejsze, ale nie mogę i nie ma w zasadzie co gdybać. Korzystajcie z uroków szkoły ile możecie... bo później jest gorzej, nuda...
niedziela, 7 sierpnia 2011
Zmiana postrzegania
Tak mi się przypomniało, że miałem taką sobie przygodę z Anetą. Ta przygoda zaowocowała tekstem do piosenki.
dlaczego tak jest,
że gdy nagle odezwiesz się,
cały świat staje na głowie,
i myślę o drugiej połowie,
wcześniej miałem to w dupie,
spokój cisza piwko i kumple,
widziałem Cie przedtem,
przeszłaś szeptem,
zauważalna, lecz niedostępna,
nie zawracałem sobie tym głowy,
wiedziałem, ze to nie łowy,
ref
teraz czekam na każdy twój ruch,
analiza, strach, jebany stres,
nie chce tego spieprzyć!
nie chce być nudny,
nie chce być słaby,
nie chce być brzydki,
chce być sobą,
lecz przy Tobie nie potrafię,
robie wszystko, za bardzo,
ref
wiem, że to chore,
nikt inny się tak nie przejmuje,
sam już nie wiem co myśleć,
chyba, Cię... potrzebuje,
ref
gdy będę sobą,
spieprzę całkowicie,
pojawię się w drzwiach o świcie,
Ty zdziwiona, "tak nie wypada",
do tego troche czasu, się nada,
lecz ja... tak nie potrafię,
moją naturą jest chaos, działanie,
ref
skończy sie tak jak zwykle,
nigdy sie nie udaje,
dlaczego jestem taki,
chce być silny,
ref
Nic specjalnego, ale to moje drugie w życiu dzieło...
dlaczego tak jest,
że gdy nagle odezwiesz się,
cały świat staje na głowie,
i myślę o drugiej połowie,
wcześniej miałem to w dupie,
spokój cisza piwko i kumple,
widziałem Cie przedtem,
przeszłaś szeptem,
zauważalna, lecz niedostępna,
nie zawracałem sobie tym głowy,
wiedziałem, ze to nie łowy,
ref
teraz czekam na każdy twój ruch,
analiza, strach, jebany stres,
nie chce tego spieprzyć!
nie chce być nudny,
nie chce być słaby,
nie chce być brzydki,
chce być sobą,
lecz przy Tobie nie potrafię,
robie wszystko, za bardzo,
ref
wiem, że to chore,
nikt inny się tak nie przejmuje,
sam już nie wiem co myśleć,
chyba, Cię... potrzebuje,
ref
gdy będę sobą,
spieprzę całkowicie,
pojawię się w drzwiach o świcie,
Ty zdziwiona, "tak nie wypada",
do tego troche czasu, się nada,
lecz ja... tak nie potrafię,
moją naturą jest chaos, działanie,
ref
skończy sie tak jak zwykle,
nigdy sie nie udaje,
dlaczego jestem taki,
chce być silny,
ref
Nic specjalnego, ale to moje drugie w życiu dzieło...
Etykiety:
kobiety,
miłość,
piosenka,
tekst pisoenki,
życie
Kiedy to się zmieni...
A spieprzylem to tak, ze nic z tym nie zrobilem. Lato i najdluze wakacje mijaja chujowo. Same dlugi, jebane mandaty i ciulowa praca. Najlepsi kumple ciezko pracuja i nie maja sily i czas na jakies imprezy. Ogolnie chujna z grzybnia. Nudze sie strasznie, nie chce mi isc na studia, bo zle zrobilem. Powinienem isc na inna uczelnie, to uleglem presji kumplom. W ogole juz mi sie nie chce pisac. Bezsensowna notka. Nie czytac.
sobota, 4 czerwca 2011
Nie żyję swoim życiem
Tak mnie naszło podczas bezproduktywnym już chyba miesięcznym nic nie robieniu (komp -> filmy -> net -> muzyka cały dzień, raz na tydzień jakaś naprawdę mała impreza, nawet nie, spotkanie ze znajomymi i to nie zawsze, z tymi którymi bym chciał). W ogóle super, że doszedłem do takiego wniosku, ale nie wiem jak go rozwiązać, ponieważ nie wiem kim chcę być. Mam do wyboru kilka wersji, z których najbardziej charakterystyczne są: dobry i zły. Wiem co myślicie: bierz dobrego! No dobra, ale dobry to zazwyczaj ciota, a "miękkie faje" rzadko kiedy zaliczają. BANG! Więc mam swój pierwszy z tymczasowych celów w życiu, LASKI DUPCIE CIPKI! Jakież to prostackie, ale i pociągające. Z drugiej strony nie mogę wszystkiego łączyć z seksem prawda? W każdym razie po tej miesięcznej izolacji postanawiam bardziej otworzyć się na ludzi i naturę (brzmię jak jakiś hipis wiem, śmieszne co nie?). Muszę zwalczyć to lenistwo... kurwa tak to jest jak się z góry nie ma za planowego o czym chce się pisać. Pominąłem mnóstwo rzeczy i za szybko zmieniałem temat, pewnie nie nadążacie (ale komu by się chciało to czytać). Ogólnie potrzebuję jakiegoś celu w życiu. Niby studia, ale za chuja nie wiem co chcę robić. No dobra, po części wiem: kasa -> gaz łupkowy -> geologia -> studia, proste co nie? Pewnie, tyle że nie zdawałem geografii na maturze (tak mam 20 lat) i wątpię czy zdałem z matmy (udało mi się opanować panikę, proste, no ale mogę wybuchnąć 30 czerwca, a chuj z tym). Dobra mamy scenariusz, 30 się dowiem czy będzie geologia, czy nie. Jak się nie uda? Eee... lipiec i sierpień wkuwać matmę? O ja pierdolę! Nie to, że w wakacje nie spędzam 12h przed kompem, no ale 2 miesięczna przerwa od szkoły (uczenia się na bieżąco) to trudna sprawa dla mnie. Zresztą mam problemy z samodzielną nauką. Taki już jest mój ten słomiany zapał. O kurwa, znowu nie potrzebnie się rozpisałem, zdam albo nie zdam. W każdym razie teraz brakuje mi CELU, a może nie wiem, lepszego życia towarzyskiego? Mam paru znajomych, ale oni mi nie wystarczają, właściwie kumpluje się z większością tylko dlatego, że nie mam alternatywy. Wydają mi się nudni. Tak, wiem jestem kutasem. Inni mogą myśleć tak samo w stosunku do mnie, no ale tacy już są ludzie, że sami wybierają kto jest dla nich interesujący i z nim spędzają czas. Zazwyczaj to ja (tylko jak czuję się pewny siebie, nie zagrożony, lepszy, ogólnie mam wyjebane) muszę "rozkręcać" towarzystwo robieniem z siebie idioty. Przynajmniej inni się też łapią trochę dystansu do siebie i jest śmieszniej. Muszę ograniczyć mój kontakt z komputerem, to głownie przez niego mam problemy jakie mam. Spróbuje sobie jakoś zorganizować czas by korzystać z niego jak najmniej potrafię. Kurwa, 4 rano, jutro wstanę pewnie o 14... Aaaa no i jeszcze muszę uprawiać jakiś sport, tak dla zdrowia, kondycja i zwiększenie wytrzymałości zawsze się przydaje.
Dobra, pora spać, jutro drewno, rodzina, natura i może coś ze sportem i przyjaciółmi + praca. Ciekawe jak to spieprzę...
Dobra, pora spać, jutro drewno, rodzina, natura i może coś ze sportem i przyjaciółmi + praca. Ciekawe jak to spieprzę...
niedziela, 20 marca 2011
Jestem ślepy. Nigdy nie dostaję tego co chcę
Dwie dobre wieści i reszta oczywiście fatalnych.
Pierwsza to, że w końcu odkochałem się w A. Sukces! Wystarczyło kompletnie zerwać kontakty, to boli, ale naprawdę pomaga. Żałuje tylko tej jebanej blizny z literką na ręce... jak możecie to nigdy się nie tnijcie, nawet z ciekawości jak to jest - wciąga i zostają blizny, spróbujcie później to wytłumaczyć kumplom i rodzinie...
Drugą dobrą nowinę zostawię na koniec.
Zła jest taka, że znów wpadłem w sidła pewnej laski, delikatna, urocza, słodka, milutka - ideał normalnie. Myślałem, że też jej wpadłem w oko i założę się, że tak było! Ale kobieta zmienną jest. W zasadzie to nie chce mi się opisywać sytuacji, może wyjaśni ją wiadomość jaką do niej wysłałem:
"Pisze bo mam taką potrzebę, zachciankę, nie wiem, chce by wszystko było jasne, nie lubię takich zakończeń, robię to też z szacunku do Ciebie. Nie chcesz, to nie odpowiadaj. Nie mam zamiaru się kłócić, to ostatnie co mi potrzeba.
Wczoraj powiedziałaś, że dziś spojrzę na to inaczej… i masz cholerną rację. Nie powinno się mieszać innym w ich związkach, ale sama tworzyłaś taką atmosferę jakbyś była niezdecydowana. Choćby w rozmowie o tym pluszaku, najpierw pisałaś, że to od kolegi, dopiero później wspomniałaś, że masz „tak jakby : D” chłopaka. Podczas rozmów na gg i poza nimi (nie licząc wczoraj), ani razu nie powiedziałaś o nim wprost, jak już to z taką niepewnością, że nie wiadomo było: kolega czy chłopak?
No i proszę nie wmawiaj mi, że nie flirtowałaś ze mną. Mogę przytoczyć tu kilka przykładów, ale po cholerę. Jesteś naprawdę fajną dziewczyną, ale lubisz „bawić się” innymi. Myślę, że dopiero pod koniec, jak już wyszliśmy od Łukasza zdałaś sobie sprawę jak się zachowujemy, przypomniałaś sobie o chłopaku i teraz chcesz większość zwalić na mnie. Nie próbuj tego robić, bo nie masz po co, sumienie Cię dręczy? Boisz się, że komuś coś będę rozpowiadał? Daj spokój… nie mam 14 lat, tylko prawie 20, taka „zemsta” była by dziecinna i żałosna.
Alkohol – myślisz, że wczoraj to wszystko to przez to, że wypiłem dwa piwa i wcześniej dwa kieliszki wódki? Że tylko dlatego mi się podobasz? NIE! To nie dlatego. Jakby tak było, to po tamtej sobocie (w zeszłym tygodniu) nie utrzymywałbym dalej kontaktu, przecież widziałem Cię w poniedziałek i tylko utwierdziłem się w przekonaniu.
Mówisz – za mało się znamy? Racja, tylko ja nie mówiłem wczoraj o związku, ale o dalszym się poznaniu, zresztą teraz to już nie ważne… spaliliśmy most za sobą.
Nie chcesz dalej utrzymywać kontaktu? Czuje się teraz jak nowa zabawka, którą się znudziłaś, bo przypomniałaś sobie o starej, do której jesteś bardziej przywiązana.
To tyle z mojej strony.
PEACE"
Czas na dobrą? W zasadzie to ona jest neutralna, uniwersalna. Otóż, jak nigdy tak teraz mam nawet powodzenie u płci przeciwnej SZOK! Okazało się, że panie B oraz C na mnie lecą, niestety ja do nich nic nie czuję. Dodatkowo, lata za mną największa "bad girl" w szkole, mam niezłą polewkę, jak przy mnie się wstydzi, jest taka skromna, a przy innych diabeł po prostu. Nic z tego nie będzie, bo wkurwia mnie jej chamstwo, wyzywa ludzi bez powodu, wystarczy, że coś jej się nie spodoba komentuje to głośno i chamsko, kurwa czepia się nawet moich kumpli - niech spierdala. Ogólnie widać, również inne ciche spojrzenia innych dziewczyn, pytanie gdzie jest ta jedyna? :(
To tyle...
Pierwsza to, że w końcu odkochałem się w A. Sukces! Wystarczyło kompletnie zerwać kontakty, to boli, ale naprawdę pomaga. Żałuje tylko tej jebanej blizny z literką na ręce... jak możecie to nigdy się nie tnijcie, nawet z ciekawości jak to jest - wciąga i zostają blizny, spróbujcie później to wytłumaczyć kumplom i rodzinie...
Drugą dobrą nowinę zostawię na koniec.
Zła jest taka, że znów wpadłem w sidła pewnej laski, delikatna, urocza, słodka, milutka - ideał normalnie. Myślałem, że też jej wpadłem w oko i założę się, że tak było! Ale kobieta zmienną jest. W zasadzie to nie chce mi się opisywać sytuacji, może wyjaśni ją wiadomość jaką do niej wysłałem:
"Pisze bo mam taką potrzebę, zachciankę, nie wiem, chce by wszystko było jasne, nie lubię takich zakończeń, robię to też z szacunku do Ciebie. Nie chcesz, to nie odpowiadaj. Nie mam zamiaru się kłócić, to ostatnie co mi potrzeba.
Wczoraj powiedziałaś, że dziś spojrzę na to inaczej… i masz cholerną rację. Nie powinno się mieszać innym w ich związkach, ale sama tworzyłaś taką atmosferę jakbyś była niezdecydowana. Choćby w rozmowie o tym pluszaku, najpierw pisałaś, że to od kolegi, dopiero później wspomniałaś, że masz „tak jakby : D” chłopaka. Podczas rozmów na gg i poza nimi (nie licząc wczoraj), ani razu nie powiedziałaś o nim wprost, jak już to z taką niepewnością, że nie wiadomo było: kolega czy chłopak?
No i proszę nie wmawiaj mi, że nie flirtowałaś ze mną. Mogę przytoczyć tu kilka przykładów, ale po cholerę. Jesteś naprawdę fajną dziewczyną, ale lubisz „bawić się” innymi. Myślę, że dopiero pod koniec, jak już wyszliśmy od Łukasza zdałaś sobie sprawę jak się zachowujemy, przypomniałaś sobie o chłopaku i teraz chcesz większość zwalić na mnie. Nie próbuj tego robić, bo nie masz po co, sumienie Cię dręczy? Boisz się, że komuś coś będę rozpowiadał? Daj spokój… nie mam 14 lat, tylko prawie 20, taka „zemsta” była by dziecinna i żałosna.
Alkohol – myślisz, że wczoraj to wszystko to przez to, że wypiłem dwa piwa i wcześniej dwa kieliszki wódki? Że tylko dlatego mi się podobasz? NIE! To nie dlatego. Jakby tak było, to po tamtej sobocie (w zeszłym tygodniu) nie utrzymywałbym dalej kontaktu, przecież widziałem Cię w poniedziałek i tylko utwierdziłem się w przekonaniu.
Mówisz – za mało się znamy? Racja, tylko ja nie mówiłem wczoraj o związku, ale o dalszym się poznaniu, zresztą teraz to już nie ważne… spaliliśmy most za sobą.
Nie chcesz dalej utrzymywać kontaktu? Czuje się teraz jak nowa zabawka, którą się znudziłaś, bo przypomniałaś sobie o starej, do której jesteś bardziej przywiązana.
To tyle z mojej strony.
PEACE"
Czas na dobrą? W zasadzie to ona jest neutralna, uniwersalna. Otóż, jak nigdy tak teraz mam nawet powodzenie u płci przeciwnej SZOK! Okazało się, że panie B oraz C na mnie lecą, niestety ja do nich nic nie czuję. Dodatkowo, lata za mną największa "bad girl" w szkole, mam niezłą polewkę, jak przy mnie się wstydzi, jest taka skromna, a przy innych diabeł po prostu. Nic z tego nie będzie, bo wkurwia mnie jej chamstwo, wyzywa ludzi bez powodu, wystarczy, że coś jej się nie spodoba komentuje to głośno i chamsko, kurwa czepia się nawet moich kumpli - niech spierdala. Ogólnie widać, również inne ciche spojrzenia innych dziewczyn, pytanie gdzie jest ta jedyna? :(
To tyle...
sobota, 19 lutego 2011
Komplikacje
Ten post bedzie dokonczeniem poprzedniej historii, ale najpierw musze napisac co zauwazylem czytajac sobie mojego 'bloga'. Niektore moje posty, w zasadzie pewnie wiekszosc, sa tak dziecinne, prostolinijne itd, ze masakra. Heh. Czesciowo wine zwale na to, ze niezbyt mi sie chce wysilac przy pisaniu, albo gdy pisze te posty to jestem pod wplywem depresji, gwaltownych emocji i posty sa jakie sa, co nie zmienia faktu, ze jestem idiota...
Dobra to teraz wracajac do glownego watku. To tak poznalem te dziewczyny, ta brzydka wcale nie jest taka brzydka, bardziej przecietna, no ale nie ma tego czegos. Ta ladna, zajebista, mila, sympatyczna, czasami troche glupiutka i latwowierna ale to dodaje jej uroku. Heh. Ta co mi sie podoba nazwijmy A, a ta druga B, jest jeszcze C ich kolezanka, ktora tez przez chwile mi sie podobala, ale nie chce mi sie o tym pisac. To tak. Zaprzyjaznilem sie z ta 3. Wspolne spotkania, spedzanie czasu itd. Streszczajac, A sie podobam, ale nie bedzie ze mna ze wzgledu na B, bo to jej przyjaciolka, oraz glownie ze wzgledu na to, ze nadal teskni za bylym, mowi ze go nadal kocha. Coz po miesiecznym rozstaniu znow sa ze soba. A ja mam zlamane serce... W miedzyczasie oczywiscie musialem sie w niej zakochac, podkreslam zakochac, nie uzywam tego slowa czesto, bo dziewczyny mi sie zawsze podobaja, a w tej sie KOCHAM. Po prostu namieszala mi w glowie tak, ze inne dziewczyny dla mnie nie istnieja, nie potrafie sie na niczym skupic, ciagle o niej mysle. Trwa to juz dobre dwa tygodnie. Takze, wiadomosc "jestem z sewerynem..." spadla na mnie jak cios... nie potrafilem wydusic slowa, gapilem sie jak idiota w przestrzen przez 10 minut. Przy okazji nie potrafilem pochamowac emocji i rozjebalem telefon o ziemie. Musialem sie jakos wyzyc fizycznie. No ale od tej pory minelo kilka dni i jest lepiej. Na szczescie nie widuje jej codziennie bo sa ferie. Izolacja pomaga. Nie wiem co z ta sprawa zrobie, zerwac z nia wszystkie kontakty i zapomniec, czy pielegnowac przyjazn, przyczaic sie i 'zaatakowac'. Najchetniej chcialbym znalezc druga taka...
Tak w ogole to mam ochote sie zabic, czesto o tym rozmyslam, ale nie jestem zdecydowany. Za duzo mam jeszcze chyba do stracenia. No i wolalbym ucieczke w jakies fajne miejsce i rozpoczecie zycia na nowo niz smierc. W ogole to jest tekst na dluzszego posta, ale jak zwykle nie chce mi sie pisac. No coz dobranoc.
Dobra to teraz wracajac do glownego watku. To tak poznalem te dziewczyny, ta brzydka wcale nie jest taka brzydka, bardziej przecietna, no ale nie ma tego czegos. Ta ladna, zajebista, mila, sympatyczna, czasami troche glupiutka i latwowierna ale to dodaje jej uroku. Heh. Ta co mi sie podoba nazwijmy A, a ta druga B, jest jeszcze C ich kolezanka, ktora tez przez chwile mi sie podobala, ale nie chce mi sie o tym pisac. To tak. Zaprzyjaznilem sie z ta 3. Wspolne spotkania, spedzanie czasu itd. Streszczajac, A sie podobam, ale nie bedzie ze mna ze wzgledu na B, bo to jej przyjaciolka, oraz glownie ze wzgledu na to, ze nadal teskni za bylym, mowi ze go nadal kocha. Coz po miesiecznym rozstaniu znow sa ze soba. A ja mam zlamane serce... W miedzyczasie oczywiscie musialem sie w niej zakochac, podkreslam zakochac, nie uzywam tego slowa czesto, bo dziewczyny mi sie zawsze podobaja, a w tej sie KOCHAM. Po prostu namieszala mi w glowie tak, ze inne dziewczyny dla mnie nie istnieja, nie potrafie sie na niczym skupic, ciagle o niej mysle. Trwa to juz dobre dwa tygodnie. Takze, wiadomosc "jestem z sewerynem..." spadla na mnie jak cios... nie potrafilem wydusic slowa, gapilem sie jak idiota w przestrzen przez 10 minut. Przy okazji nie potrafilem pochamowac emocji i rozjebalem telefon o ziemie. Musialem sie jakos wyzyc fizycznie. No ale od tej pory minelo kilka dni i jest lepiej. Na szczescie nie widuje jej codziennie bo sa ferie. Izolacja pomaga. Nie wiem co z ta sprawa zrobie, zerwac z nia wszystkie kontakty i zapomniec, czy pielegnowac przyjazn, przyczaic sie i 'zaatakowac'. Najchetniej chcialbym znalezc druga taka...
Tak w ogole to mam ochote sie zabic, czesto o tym rozmyslam, ale nie jestem zdecydowany. Za duzo mam jeszcze chyba do stracenia. No i wolalbym ucieczke w jakies fajne miejsce i rozpoczecie zycia na nowo niz smierc. W ogole to jest tekst na dluzszego posta, ale jak zwykle nie chce mi sie pisac. No coz dobranoc.
Etykiety:
milosc,
przemyslenia,
rozterki,
samobojstwo,
smierc
czwartek, 20 stycznia 2011
Nowe przygody nieudacznika
Wiec... myslalem, ze kolejny raz mi sie poszczescilo, ale jak zwykle sie przejechalem. Byla sobie taka sytuacja niedawno w szkole, ze siedzialem sobie z kolegami w bibliotece i obok nas grupa dziewczyn (powiedzmy, jedna polowa ladna, jedna polowa ktora mi sie nie podobala) i slysze cos takiego: "Ten w czerwonej bluzie?", po chwili "Ten, ten?" i jak patrze w ich strone to glupie miny i sie smieja cicho. Akurat wyczulem, ze nie smieja sie ze mnie, ale ze spodobalem sie jakiejs ich kolezance (z tej brzydkiej polowy dziewczyn). Odbijalo im konkretnie, widac, ze sie popisywaly, smiech, chichy, mowily glosniej niz zwyczajnie. Gdy kumple poszli, zostalem sam to postanowilem usiasc do komputera (tak mamy takowe w bibliotece) napisac prace na j. angielski, w miedzyczasie przysiadla sie obok taka fajna dziewczyna (z tej ladnej polowy) i po jakims czasie wola druga kolezanke (brzydka polowa) zeby jej cos wpisala, a ta sobie nie radzi, rece jej sie troche trzesa, ogolnie rozumiem, ze zastosowaly jakis trick zblizenia sie do mnie. No ale cala ta sytuacja zestresowala mnie, bo nie jestem do tego przyzwyczajony. Pozniej okazalo sie, ze jedna (prawdopodobnie z tych brzydkich) pytala o moje imie. A ja tymczasem zauroczylem sie ta kolezanka co usiadla przy mnie przy komputerze :(. Nawiazalem z nia slaby kontakt poprzez NK i tak sobie od niedawna gadamy. Nie wykazuje jakis wiekszych objawow zainteresowania moja osoba, a szkoda :(. Hmmm... moze ta brzydka nie bedzie tak brzydka, bo reszte nadrobi charakterem? Kto wie...
No w kazdym razie, ostatnia sytuacja potwierdza mojego pecha jezeli chodzi o dziewczyny. Jak mi sie jakas spodoba, to ona nie jest z mojej ligi, a jak ja sie komus spodobam to znow mi sie nie podoba :(.
Zycie jest skomplikowane.
No w kazdym razie, ostatnia sytuacja potwierdza mojego pecha jezeli chodzi o dziewczyny. Jak mi sie jakas spodoba, to ona nie jest z mojej ligi, a jak ja sie komus spodobam to znow mi sie nie podoba :(.
Zycie jest skomplikowane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)